Środowisko edukacyjne krytykuje planowane przez MEN zmniejszenie ilości godzin lekcyjnych z historii i WOS w szkołach ponadgimnazjalnych. - Nie można wychowywać technokraty bez szacunku dla dziejów i tradycji. To jest element tożsamości narodowej. Jak teraz odpuścimy, to młodzież też sobie odpuści - mówi prof. Zygmunt Woźniczka, historyk z Uniwersytetu Śląskiego.
Resort edukacji chce, by od 2012 roku zmienić podejście do nauczania historii i zamierza zwolnić przyszłych asów matematyki i informatyki z zakuwania dat w szkole ponadgimnazjalnej. W świetle planowanych zmian, nauczyciele będą musieli dokształcać się. Nie wiadomo jeszcze, czy będą musieli wrócić na studia, pewne jest jednak, że powstaną nowe przedmioty, do których prowadzenia będą musieli być przygotowani.
Zdaniem nauczycieli, takie zmiany nie będą korzystne dla przyszłych uczniów. - Zamiast o pacyfikacji kopalni Wujek będziemy opowiadać uczniom o antykoncepcji i przemianach obyczajowych w latach sześćdziesiątych XX w. w zachodniej Europie. To skandaliczna reforma - uważa Krystian Kazimierczuk, nauczyciel historii z Akademickiego Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Chorzowie.
MEN bagatelizuje protesty. - Edukacja jest jak bezwładny okręt, na którym znajduje się 6 mln uczniów, 12 mln rodziców i 600 tys. nauczycieli. Zawsze ktoś będzie niezadowolony - oznajmia Grzegorz Żurawski, rzecznik Ministerstwa Edukacji.
Co o tym sądzicie?

